lwów

Lwowskie refleksje i św. Jan z Dukli

Ciągłe mówienie o pojednaniu polsko-ukraińskim w odczuciu wielu wygląda czasem jak zaklinanie rzeczywistości. Padały wielkie słowa, gorzej było z relacjami gospodarczymi, nie mówiąc już o ciągłym gloryfikowaniu za wschodnią granicą bojowników UPA.

Moja niedawna podwójna wizyta we Lwowie nasuwa sporo refleksji na ten temat. Szczególnie wiele mówi wizyta w obwodowym archiwum Lwowa. W centralnym miejscu czytelni znajduje się mapa „wielkiej Ukrainy”, ale tylko tej położonej na terytorium współczesnej Polski, z zaznaczeniem rzekomo ukraińskiej Łemkowszczyzny, Bojkowszczyzny, Ziemi Chełmskiej i Podlasia. W tej wizji Ukraina rozciąga się na kilkanaście kilometrów od Lublina (miejsca mojego obecnego zamieszkania) i na odległość jednego kilometra od domu, gdzie się wychowałem (Lipinki na Podkarpaciu).

Na bocznej ścianie owego archiwum widnieje mapa Łemkowszczyzny, gdzie każda rzekomo „ruska” wieś jest precyzyjnie zaznaczona. Podobne mapy są eksponowane w witrynach księgarń, ulokowane obok map pokazujących szlak bojowy Ukraińskiej Powstańczej Armii. W archiwalnej czytelni można znaleźć także czerwono-czarne flagi, a na korytarzu eksponowane pamiątkowe dokumenty z życia Stepana Bandery, Dmytro Doncowa, Romana Szuchewycza. Niedaleko mała kapliczka Matki Bożej i obok towarzysząca jej fotografia ojca św. Jana Pawła II. Ktoś by powiedział – pomieszanie z poplątaniem.

Gdy porozmawiamy z miejscowym duchowieństwem łacińskim, to się okazuje, że stosunki z Cerkwią grekokatolicką są cały czas napięte. Od czasu upadku ZSRR nie oddano łacinnikom żadnego kościoła. Całe szczęście, że ksiądz Władysław Kiernicki przez kilkadziesiąt lat wiernie posłując w katedrze lwowskiej uratował ją przed upadkiem i przed ostatecznym przejęciem jej przez grekokatolików.

Czy są zatem jakieś przejawy poprawy w relacjach religijnych, a zarazem narodowościowych na tym terenie? Oczywiście mnogość turystów przyjeżdżających w dużej ilości ze wschodniej Ukrainy (turystów polskich ze względu na napięcie wojenne jest mniej) czyni to miasto pod względem wizerunkowym coraz bardziej europejskim. Rozwijający się kult Matki Bożej Fatimskiej, szczególnie czczonej dziś, w czasie wojny, czy coraz większa obecność Ukraińców na łacińskich nabożeństwach może dawać nadzieję. Nadzieję może też budzić pierwsze spotkanie modlitewno-formacyjne zakonników obydwu obrządków, które odbyło się w bardzo dobrej atmosferze.

Być może jednak sygnałem początku prawdziwej odnowy będzie powrót figury św. Jana z Dukli na cokół przed kościołem bernardynów. Nie wiedzieć czemu Ukraińcy nie zgadzają się na ten powrót. Jest tak podobno dlatego, że Jan z Dukli w artystycznych i duchowych wizjach jawi się jako obrońca Lwowa przed najazdem Chmielnickiego. Faktem jest, że od czasów średniowiecza kult Jana z Dukli dał ogromną ilość konwersji ludności prawosławnej na katolicyzm, która bardzo często polonizowała się. Uznano, że ten patron Lwowa jest nazbyt polski, nazbyt łaciński, by na powrót umieścić jego figurę przed kościołem bernardynów.

Aby św. Jan mógł wrócić na swoje miejsce, warto w Polsce szerzyć jego kult i modlić się do niego. Szczególnie powinno to mieć miejsce właśnie w Dukli, gdzie znajdują się relikwie świętego. Jest po temu też okazja choćby w najbliższą sobotę, tj. jutro. Wtedy to właśnie w Iwli odbędzie się uroczystość związana z wydaniem księgi dotyczącej historii tej poddukielskiej miejscowości. Dzieło to napisał wielki czciciel św. Jana z Dukli, ksiądz Ryszard Szwast. Cała uroczystość rozpocznie się Eucharystią w sobotę o godz. 15.30. Przybądźmy jak najliczniej.