historia

Pisanie lokalnej historii

Jeden z kolegów zajmujący się naukowo teorią cywilizacji Feliksa Konecznego przekonywał mnie o dużym znaczeniu majątku trwałego w naszej łacińskiej cywilizacji. Gdy przykładowo kupujemy dom, wchodzimy w obszar różnorakich relacji: rodzinnych, sąsiedzkich, parafialnych itd. Dlatego tak ważna w naszej tradycji była „ojcowizna”, a więc miejsce, gdzie żyli i pracowali nasi przodkowie. Majątek trwały łączy się również, jak widać, z wchodzeniem w relacje z pokoleniami, które odeszły. To dlatego ludzie kupują i remontują stare dwory, czy zwykłe drewniane, chłopskie domki.

Jednak żeby międzypokoleniowa relacja realnie zaistniała potrzebna jest nasza wiedza o ludziach, którzy odeszli. W ostatnich latach, latach triumfu ideologii multikulturalizmu wiedza o przeszłości spychana była na margines lub na różne sposoby wykrzywiana. Równolegle jednak szedł proces mocnej kontestacji tej ideologii, objawiający się w młodym pokoleniu pracą w grupach rekonstrukcyjnych, czy też w pokoleniu starszym – pisaniem historii rodzimych miast, wsi czy parafii.

Miałem niedawno okazję uczestniczyć w dwóch bardzo ważnych wydarzeniach z tej dziedziny i to w moich rodzinnych stronach. W poddukielskiej Iwli ksiądz Ryszard Szwast zorganizował promocję książki o dziejach tej miejscowości. Ta niemal benedyktyńska praca, zawierająca opisy historii wszystkich rodzin żyjących w Iwli, a także domostw, które tam zostały pobudowane spotkała się z dużym uznaniem miejscowej społeczności. Tłumy ludzi, piękna uroczystość.

Niemal równolegle w niedalekiej parafii, gdzie wychowali się moi rodzice (w parafii Cieklin) z inspiracji księdza Franciszka Motyki pan Stanisław Królikowski napisał historię tutejszej wspólnoty. Wszystko to ma dla nas, ludzi związanych z tymi miejscowościami olbrzymie znaczenie. Dzięki zapoznaniu się z przeszłością tym bardziej jesteśmy w stanie pokochać te małe ojczyzny. Kochając nasze miejsca urodzin, o wiele bardziej wchodzimy w relację z wielką Ojczyzną, Polską. Trzeba najpierw poznać to, co tę ojczyznę stanowi, by móc to wszystko umiłować.

Tego typu dzieła, jak księdza Szwasta oraz pana Królikowskiego i księdza Motyki mają olbrzymi ładunek wychowawczy także dla młodego pokolenia. Wszak wiedza o tym, kim byli przodkowie buduje w młodym pokoleniu mocną relację z konkretnymi miejscowościami i z ludźmi, którzy żyli i żyją na danym terenie. W ten sposób zaczynamy być wspólnotą w pełnym tego słowa znaczeniu. Wspólnotą tych, którzy żyją obecnie i pokoleń, które odeszły. Po prostu stajemy się w pełni narodem, który szanując tradycję, jest w stanie jako wspólnota kreślić plany na przyszłość.

Ciekawe, że tego typu inicjatywy wydawnicze wychodzą nader często od polskich kapłanów. Jest to z pewnością związane w faktem, że ludzie wiary patrzą na życie głębiej, widząc człowieka w perspektywie wieczności. Patrząc na rzeczywistość w tym wymiarze wiemy, że ci którzy odeszli – wciąż żyją, wszak jest świętych obcowanie. Niewątpliwie takie głębokie spojrzenie kapłanów jest w naszej tradycji ukorzenione. Jak można mówić o historii Polski, bez kroniki Jana Długosza, dodajmy – też kapłana Kościoła katolickiego. To jego kroniki z piętnastego wieku pozwoliły ówczesnemu pokoleniu bardziej powiązać swoje losy z losami tych, którzy odeszli. I tak jak Długosz swoim dziejopisarstwem w dużym stopniu połączył całe ciągi pokoleń Polaków, tak dziś czynią to różni kapłani (a także świeccy) w wielu, małych wydawałoby się miejscowościach. Tak w Iwli, jak i w Cieklinie doświadczyłem takiego właśnie pogłębionego, kapłańskiego spojrzenia na przeszłość.

I znów to co związane z losami Kościoła katolickiego, ściśle przeplata się z tym, co zwiemy naszą narodową historią. Autorzy i inspiratorzy tych historycznych publikacji wiążą wspólnoty lokalne w relacje międzypokoleniowe i międzysąsiedzkie. Podłożem kulturowym tej więzi jest religia katolicka, podłożem intelektualnym – spisane dzieje parafii, wiosek i gmin.

Warto zachęcać do takich inicjatyw ludzi z całej Polski, idąc niejako wbrew współczesnym ideologom, którzy starają się nam wmówić, że własnej historii powinniśmy się wstydzić, a potem, że powinniśmy się jej wyrzec.