jan tomasz gross

Przypadek Jana Tomasza Grossa – czyli kilka słów o polskim masochizmie politycznym

Kiedy Jan Tomasz Gross pisał swoją książkę „Sąsiedzi” wszyscy historycy wiedzieli, że jest ona napisana poza wszelkimi regułami rządzącymi pracami naukowymi. Tłumaczono, że jest to pewna projekcja postmodernistyczna i że Gross uczynił dobrze, bo książka wywołała „bardzo potrzebną” w Polsce dyskusję związaną z rzekomym udziałem Polaków w holokauście. Nie wiem do dziś, na czym miało polegać owo „dobro” wynikające z tak nonszalanckiej publikacji, ale zastanówmy się co było dalej. Ośmielony poparciem polskich mediów i amerykańskich kół propagandowych Gross wydawał kolejne publikacje, coraz bardziej atakujące Polskę i Polaków. Doszedł już do totalnego absurdu, gdy w „Złotych żniwach” opisał niewyobrażalny rabunek, jakiego mieli się dopuścić Polacy na swoich żydowskich ofiarach. Winni mieli być wszyscy: od zwykłych chłopów począwszy, a na biskupach kończąc. W międzyczasie ten „historyk-skandalista” otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej z rąk prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. I tak Rzeczpospolita rękami swoich władz nagrodziła człowieka, który zarabia pieniądze na niszczeniu wizerunku Polski.
Ośmielony takim stanem rzeczy Gross w czasie trwającego obecnie kryzysu imigracyjnego zaatakował jeszcze mocniej. Stwierdził, że Polacy dlatego nie chcą przyjmować islamskich uchodźców, gdyż w przeciwieństwie do Niemców nie rozliczyli się ze swojej wojennej przeszłości. Uznał, że w czasie wojny zabiliśmy więcej Żydów niż Niemców i że ta świadomość generuje w nas współczesne postawy antysemickie i islamofobiczne.

Z tego wszystkiego płyną wręcz tragiczne wnioski dla nas. Otóż stosunek do Grossa polskich mediów i elit politycznych doskonale świadczy o stanie naszej warstwy przywódczej, o jej kondycji moralnej i intelektualnej. Po drugie – z najnowszych wypowiedzi przyjaciela Adama Michnika możemy wywnioskować, o co tak naprawdę chodziło w pseudohistorycznej nagonce związanej z Jedwabnem, pogromem kieleckim itd. Wielu myślało, że celem jest proste dążenie do wymuszenia odszkodowań. Wydaje się jednak, że może tu chodzić o ważniejszy cel: o kwestie kulturowo-ideologiczne. Wmówienie winy Polakom musiało wywoływać kompleksy, narodową traumę kulturową, na bazie której można by o wiele łatwiej stworzyć społeczeństwo multikulturalne. Niemcy noszący na sobie piętno drugowojennych zbrodni okazali się o wiele bardziej skłonni wejść w budowę multikulturalnego projektu państwa wielonarodowego. Wszelki opór musiałby bowiem u nich rodzić skojarzenia z czasami II wojny. Opór Polaków miałoby rozerwać wmówienie nam współwiny za holokaust. Oczywiście w takim projekcie propagandowym uczestniczył nie tylko sam Gross, ale cały świat lewicowo-liberalnej elity w naszym kraju.

Patrząc zatem na wojnę kulturową, która dokonuje się w naszej Ojczyźnie, również na gwałt, jaki zadawany jest nauczaniu historii ojczystej (także w szkołach), musimy domagać się, by nowa polityka w tym zakresie po październikowych wyborach miała zupełnie odmienny wymiar. Walka o prawdę historyczną jest w dużej mierze również walką o przyszłość polskiego państwa i polskiego narod