
Jakub Niderla, wrzesień 2025
Historia dowodzi, że słowa mogą stać się początkiem największych tragedii. Idee zapisane w traktatach filozoficznych czy politycznych potrafią kształtować przyszłość całych narodów i zmieniać bieg dziejów. W XIX i XX wieku właśnie słowa, pozornie abstrakcyjne, otworzyły drogę dla zbrodni. Dlatego warto zastanowić się, jaką rolę odegrała filozofia „świata bez Boga” w narodzinach hitleryzmu i tragedii II wojny światowej.
Słowa, słowa, słowa..tylko słowa. Czy aby na pewno? Czy TYLKO słowa? Prezydent Nawrocki 1 września, podczas porannych corocznych uroczystości na Westerplatte powiedział: ,,To złe słowo! To złe słowo Niemca, wypowiadane w kierunku innych Narodów i w kierunku Narodu polskiego, doprowadziło do tej Wojny. Nie tylko słowo Niemca wypowiedziane, ale regularnie wypowiadane. Zapisywane na kartach kolejnych książek i traktatów filozoficznych, w II połowie XIX wieku. Najpierw Ci wielcy teoretycy stworzyli świat bez Boga, świat, w którym Bóg miał umrzeć, a skoro Boga nie ma, to człowiek musi stać się Bogiem. Decydować o życiu i śmierci, decydować o tym, kto żyć może, a kto żyć nie może.” (Karol Nawrocki, Westerplatte, 2025).
Warto spojrzeć na trzy akcenty powyższej wypowiedzi Pana Prezydenta, na słowo, jako powód wybuchu wojny, świat bez Boga oraz na człowieka dążącego do bóstwa. Czy faktycznie jedno, drugie i trzecie w połączeniu było w stanie erygować II Wojnę Światową?
To złe słowo!
Stwierdzenie, że słowo może być narzędziem sprawczym następującego czynu, nie jest niczym nowym. Każdy z nas słyszał nieraz kolokwializm, że ,,słowa mogą zranić”, lub ,,słowem można pobłogosławić, albo przekląć”. Teraz odchodząc od potocznych powiedzeń, do konkretów. Bóg stworzył świat i człowieka Słowem: ,,Wtedy Bóg rzekł: «Niechaj się stanie światłość!» I stała się światłość.” (Rdz 1,3), (podobnie: Rdz 1,6; 1,9; 1,14; 1,20; 1,24) oraz im pobłogosławił (Rdz 1,28). przechodząc do Nowego testamentu, znany jest wszystkim prolog ewangelii św. Jana: ,,Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo…A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.” (J 1,1-14). Tym cytatem Ewangelista wskazuje na większe znaczenie słowa, słowo nie tylko jest narzędziem stwórczym, ale jest samym Bogiem. Jezus Chrystus przedstawiony jest jako odwieczny Logos Boga.
Zastanawiając się nad znaczeniem słowa w historii świata, to cały rozwój nastąpił dzięki wypowiadanemu (następnie zapisywanemu) słowu. Traktaty filozoficzne, czy pierwsze zaczątki nauk ścisłych. Przekazywana historia z pokolenia na pokolenie. Cały system szkolnictwa już od starożytności, bazował na słuchaniu mistrza przez ucznia. Wszelkie polityczne i dyplomatyczne układy, które ukształtowały podział świata, czego konsekwencją – po wielu przemianach – jest podział jaki znamy dzisiaj. Słowo prowadziło świat przez tysiące lat, dlatego bagatelizowanie wypowiadanych i powtarzanych słów, jest skrajnie nieodpowiedzialne, bo ze słów rodzą się czyny.
Patrząc na słowa, wypowiadane przez niemieckich filozofów II połowy XIX wieku i pierwszych 40 lat XX wieku. Jak słowa traktatów filozoficznych i naukowych w starożytności wpłynęły na świat, stały sie podstawa myśli, z czego korzystamy do dziś, tak słowa tych XIX i XX wieku mogły wpłynąć na świat. Nawet wpłynęły, na świat, a w szczególności na naród niemiecki, który chlubił się z dokonań swoich myślicieli.
stworzyli świat bez Boga
Złym słowem Niemca, jest dorobek niemieckich myślicieli, piszącym traktaty o świecie bez Boga, jako miałby w ogóle nie istnieć, albo miał umrzeć. Nie warto podważać cały dorobek niemieckich filozofów wspomnianych lat, ani też wszystkich teorii ateistycznych filozofów. Zdecydowanie warto piętnować ich myśli, które miały na celu zabić ducha wiary w narodzie. Niestety, często to się udawało. Dowodem na to było powielanie i rozwijanie myśli przez następców: myśli Nietzschego były kontynuowane i rozwijane przez Ludwiga Wittgensteina, a marksizm był badany i rozwijany w tzw. Szkole Frankfurckiej. Ten drugi jak wiadomo doczekał się nie tylko kontynuacji naukowej, ale i kultu niczym religia.
Jaki był wymyślony świat bez Boga niemieckich pisarzy i kim byli ci co go tworzyli? Nie sposób wymienić wszystkich myślicieli niemieckich o poglądach ateistycznych, ponieważ biorąc pod uwagę kontynuatorów, te liczby są ciężkie do zliczenia. Jednak spójrzmy na najważniejszych.
1) Arthur Schopenhauer (1788-1860) tworzył głównie w I połowie XIX wieku, znany jest powszechnie z pesymistycznej wizji świata. W kwestii religii uważał, że światem kieruje ,,jakaś” siła, lub wola stwórcza. Świat uważał za zły, czym sprzeciwia się Bogu, który jest z natury dobry. Dodatkowo była zafascynowany dalekowschodnią filozofią: filozofią indyjską i buddyzmem.
2) Ludwig Feuerbach (1804-1872). Mimo iż był uczniem Immanuela Hegla, to w kwestii Boga nie poszedł w pełni po Jego myśli. Twierdził, że Boga wymyślili ludzi, poprzez doszukiwanie się swoich ideałów. Według Niego, człowiek ubóstwiał siebie samego, a wynikiem tego stało się stworzenie obrazu Boga. Był – obok Marxa – twórcą teorii alienacji religijnej, oznaczającej, że wytwór ludzkiego umysłu zaczyna prowadzić autonomiczne życie. Wytworem umysłu, w tym przypadku jest Bóg. Dlatego teologia jest niczym innym jak antropologią z dodatkiem bóstwa. Parafrazując, człowiek dokonał mechanizmu projekcji, czego wynikiem był Bóg.
3) Szkoła Frankfurcka powstała nieco później, bo w 1923 roku, założona przez Theodora Adorno i Maxa Horkheimera. Religię definiowali jako zjawisko społeczno-kulturowe. Była narzędziem do rozwiązywania sporów i konfliktów oraz narzędziem do rządzenia ludem, a nie realna wiarą w Boga. Ponadto stawiali tezę, z jaką często spotykamy się dziś w społecznych dyskusjach – religia hamuje rozwój świata.
4) Ludwig Wittgenstein (1889-1951) nie był niemcem, tylko rodakiem Hitlera – Austriakiem. Posiłkował się twórczością Fryderyka Nietzschego. Poprzez metaforę choroby i lekarstwa, religię wyjaśniał jako lekarstwo. Religię jest dla tych, którzy cierpią nieustanne udręki i potrzebują nieustannej pomocy. Chrześcijaństwo – miało być – nieustannym schronieniem dla potrzebujących. Może metafora była dobra, tylko że wskazywał na Boga wymyślonego w celu ukojenia cierpienia. Prywatnie sam Wittgenstein miał być homoseksualistą.
Stworzył takie słowo, które rozlało się po krajach zachodnich, ale też znalazło swoje zaplecze na Wschodzie (ironicznie i lekko mówiąc). Oczywiście chodzi o Karla Marxa (1818-1883) i jego ,,opium ludu”. Pisał, że religia jest ,,opium ludu”, ponieważ działa podobnie do opium, czy innego środka przeciwbólowego, czyli uśmierza bóle przez odurzenie, co odwraca uwagę od doczesnych i realnych spraw świata. W finale czego uniemożliwia rozwiązywanie ważnych problemów. Według Marxa konieczna była krytyka religii, jako droga do celu. Miała ona doprowadzić do nakłonienia ludzi, aby zaprzestali uciekać się do Boga z problemami. Krytyka religii jako początek krytyki systemów w świecie, czego efektem miała być naprawa świata.
Chciał wmówić światu, że Boga nie ma. Poprzez alienacje religijną, której był współtwórcą, stwarzał świadomość, że Boga wymyślił człowiek podświadomie i jest upersonifikowanym, autonomicznym wytworem umysłu. Chciał również wmówić, że sama wiara w Boga jest zła, robił to za pomocą teorii porównującej religijność do opioidów.
Niestety, ale w pewnej mierze plan Marxa się powiódł. jego poglądy znalazły swoich adoratorów w Niemczech np. Friedrich Engels, innych krajach zachodnich, ale też pokochano je i ubóstwiono na Wschodzie. Mowa oczywiście o pojawieniu komunizmu w Rosji i powstaniu Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich, gdzie doktryną polityczną był leninizm, czyli opracowana przez Włodzimierza Lenina wersja Marksizmu.
Ten Niemiec zabił ducha wiary w Boga u wielu. Nie tyle sam, co pośrednio przez swoich kontynuatorów. Niestety, ale dzisiejsze europejskie lewactwo korzysta ze spuścizny Marxa. Polska polityka ma też zakochanych neomarksistów, nie dość że nierealistycznie myślących socjalistów, to w dodatku chcących Boga wyrzucić z przestrzeni publicznej ateistów.
a skoro Boga nie ma, to człowiek musi stać się Bogiem.
Jednym z czołowych filozofów, co uśmiercili Boga był Fryderyk Nietzsche (1844-1900). Ogłosił, że Bóg umarł ,,Gott ist tot”. Umarł, bo ludzi przetsali kierować się prawem moralnym i wartościami, a zwrócili się w kierunku nauki oraz próby poszukiwania odpowiedzi na pytania dotyczące świata, z innych źródeł niż u Boga. Religię uważał za chorobę i słabość ludzkiej duchowości. Miała być tylko sposobem na uleczenie wszelkich zranień oraz pociechą w ludzkiej niemocy. Pogląd o śmierci Boga i pogodzenie się z tym w zupełności, było nihilizmem, a Nietzsche uznawał to za atut ludzi silnych i wolnych duchowo.
Jak zabili Boga, to człowiek musiał stać się bogiem, stąd teoria Nietzschego o nadczłowieku
Übermensch. Jest to człowiek zdolny do przekroczenia średnich progów. Jednostka wybitna, która znacznie przewyższa przeciętnych ludzi. Nadczłowiek nie jest ograniczony wszelką normą moralna.
Niestety Nietzsche stworzył obraz człowieka niedostosowanego do norm społecznych. Człowieka, który nie potrafi funkcjonować w społeczeństwie i kulturze, tylko chce aby otaczający świat dostosowywał się do Niego, w którym to on sam będzie ,,bogiem”.
mogła powstać, bez austriaka Adolfa Hitlera
Prezydent kontynuując swoją mowę pierwszowrześniowego poranka mówił: ,,Trzecia Rzesza niemiecka przy tych emocjach mogła powstać, bez Austriaka Adolfa Hitlera….Adolf Hitler nie był przypadkiem, nie był wypadkiem. Był pewną konsekwencją słowa powtarzanego wobec Polaków i innych Narodów przez Niemca.” (Karol Nawrocki, Westerplatte, 2025).
Prawdą jest to, że wielokrotnie powtarzane słowa zamieniają się w czyny. Pierwszymi, mniejszymi czynami, które chronologiczne towarzyszyły twórczości wyżej wspominanym myślicielom był Otto Eduard Leopold von Bismarck-Schönhausen (1815-1898). Nie był pisarzem ani filozofem, był praktykiem, Premierem Prus, następnie pierwszym Kanclerzem II Rzeszy. Znany z wprowadzenia Kulturkampfu (wojna kultur), był to ruch przeciwko Kościołowi Katolickiemu, ale też przeciwko Polsce i Polakom. Trwało to w latach 1871-1818, według niektórych historyków, kres temu położyła interwencja papieża Leona XIII. Założeniem wydarzenia było, ograniczenie wpływów Kościoła katolickiego. W praktyce oznaczało to delegalizację zakonów, cenzurę w Kościele oraz utrudnianie ze strony państwa w edukacji katolickiej. Kulturkampf zakładał również działania antypolskie, dla przykładu germanizacja prowadzona na okupowanych przez Niemców ziemiach Polski. Bismarck miał na celu, aby Katolicy byli mniejszością w Cesarstwie Niemieckim, na korzyść dla protestantów.
Wydaje się patrząc na to, że wojna wywołana w niezgodności z prawem moralnym, przy pogardzie dla człowieka ze względu na pochodzenie i wyznawane wartości oraz przynależność religijną, nie jest przypadkiem. Jak powiedział Karol Nawrocki: ,,Hitler nie był przypadkiem”. Hitler sam sobie nie podporządkował całej niemieckiej administracji, inteligencji i całego narodu. To wszystko zrobili przed nim. Hitler prawie przyszedł na gotowe, tylko dopiął ostatni guzik.